Posts tagged " ue "

Uber świadczy usługi transportowe

16 maja 2017 [fb_button]

Zdaniem rzecznika generalnego Macieja Szpunara platforma elektroniczna Uber, choć ma nowatorski charakter, to dotyczy jednak dziedziny transportu, co powoduje, że Uber może zostać zobowiązany do posiadania wymaganych prawem krajowym licencji i pozwoleń (Sprawa C‑434/15).

Rzecznik uznał, że usługa polegająca na kojarzeniu, za pomocą oprogramowania na telefony komórkowe, potencjalnych pasażerów z kierowcami oferującymi indywidualne usługi przewozu miejskiego na żądanie, w sytuacji gdy dostawca rzeczonej usługi kojarzenia sprawuje kontrolę nad istotnymi warunkami wykonywanych w tych ramach świadczeń przewozowych, w szczególności w zakresie ich cen, nie stanowi usługi społeczeństwa informacyjnego w rozumieniu tych przepisów. Usługa taka stanowi usługę w dziedzinie transportu.

Uber nie jest więc objęty zagwarantowaną w prawie Unii dla usług społeczeństwa informacyjnego zasadą swobodnego świadczenia usług.

Sprawa dotyczyła co prawda działalności Ubera w Hiszpanii, jednak jeśli Trybunał Sprawiedliwości TSUE podzieli stanowisko rzecznika, to wyrok ten może mieć istotne znaczenie dla działalności tej platformy również w innych krajach Unii Europejskiej.

Dwukrotność wynagrodzenia zgodna z prawem UE

8 lutego 2017 [fb_button]

Bardzo ważny wyrok wydał Trybunał Sprawiedliwości UE (sprawa C‑367/15). Uznał w nim, że polskie przepisy, które umożliwiają żądanie dwukrotności wynagrodzenia od osoby naruszającej prawa autorskie, są zgodne z prawem unijnym.

Przypomnijmy, że w 2015 polski Trybunał Konstytucyjny orzekł, że możliwość żądania trzykrotności wynagrodzenia jest niekonstytucyjna. Wydawało się wtedy, że również dwukrotność zostanie wkrótce zakwestionowana. Pierwsza okazja do tego miała miejsce na szczeblu sądownictwa unijnego. TSUE zdecydował jednak inaczej, mimo że z opinii Rzecznika Generalnego wydanej przed wyrokiem wynikał wniosek, że takie roszczenia są niedopuszczalne. Wyrok TSUE jest więc nieco zaskakujący, ale korzystny dla podmiotów, których prawa autorskie są naruszane. Warto jednak przypomnieć, że na rozstrzygnięcie w polskim Trybunale Konstytucyjnym oczekuje jeszcze pytanie prawne zadane przez jeden z warszawskich sądów, które dotyczy właśnie tego, czy możliwość żądania dwukrotności stosownego wynagrodzenia jest konstytucyjna (sygnatura P 12/16). Uznanie przez TSUE, że tego rodzaju przepis jest zgodny z prawem unijnym nie przesądza, czy jest on zgodny z Konstytucją. Zobaczymy zatem jaką decyzję podejmie Trybunał Konstytucyjny.

Tutaj możecie przeczytać nasz artykuł dotyczący problemu wysokości wynagrodzenia jakiego można żądać w przypadku naruszenia praw autorskich.

Link do wyroku TSUE w sprawie C-367/15.

Utwory niedostępne w handlu

19 listopada 2016 [fb_button]

W środę 16 listopada 2016 r. Trybunał Sprawiedliwości UE wydał kolejny interesujący wyrok, dotyczący praw autorskich (sprawa C-301/15, Soulier i Doke). Sprawa dotyczyła co prawda francuskich przepisów o korzystaniu z utworów niedostępnych w handlu, jednak wyrok może mieć również wpływ na polskie regulacje, które obowiązują dopiero od roku.

Trybunał uznał, że przepisy krajowe nie mogą zezwalać na cyfrowe zwielokrotnianie książek niedostępnych w handlu z naruszeniem wyłącznych praw autorskich. Nie jest wystarczające uregulowanie, które zapewnia autorom możliwość złożenia sprzeciwu wobec korzystania z ich utworów. Konieczne jest stwierdzenie chociażby dorozumianej zgody na korzystanie. Z tego względu przepisy muszą gwarantować, że każdy twórca zostanie wcześniej skutecznie poinformowany o zamierzonym korzystaniu z jego utworu oraz dostępnych mu środkach pozwalających na zakazanie takiego wykorzystania zanim do niego dojdzie. Tymczasem w Polsce brak jest takiego mechanizmu informacyjnego, przepisy gwarantują jedynie możliwość zgłoszenia sprzeciwu.

Link do wyroku.

TSUE o wypożyczaniu ebooków

14 listopada 2016 [fb_button]

W czwartek 10 listopada Trybunał Sprawiedliwości UE wydał ciekawy wyrok, w którym uznał, że użyczenie książek cyfrowych może w niektórych sytuacjach zostać zrównane z użyczeniem książek tradycyjnych (sprawa C174/15, VOB/Stichting Leenrecht).

Stronami postępowania były VOB – działające w Niderlandach stowarzyszenie bibliotek publicznych oraz Stichting Leenrecht – fundacja, której zostało powierzone zadanie pobierania wynagrodzenia dla autorów z tytułu użyczania utworów przez biblioteki publiczne (w Polsce organizacją pobierającą takie wynagrodzenie jest Stowarzyszenie Autorów i Wydawców COPYRIGHT POLSKA).

Spór zaś dotyczył tego, czy w Niderlandach użyczanie książek cyfrowych przez biblioteki publiczne jest objęte reżimem użyczenia publicznego, mającym zastosowanie do książek tradycyjnych. Przepisy prawa holenderskiego przewidują – stosownie do art. 6 ust. 1 dyrektywy 2006/115/WE – odstępstwo od wyłącznego prawa publicznego użyczenia, o ile twórcy otrzymają wynagrodzenie za takie użyczenie.

Praktyka holenderskich bibliotek publicznych wskazywała jednak, że udostępniają one książki cyfrowe przez Internet, na podstawie umów licencyjnych zawartych z podmiotami praw autorskich, a nie w oparciu o przepis będący podstawą do użyczania książek tradycyjnych.

VOB wniosło jednak do sądu holenderskiego skargę w celu uzyskania oświadczenia prawnego, zgodnie z którym obecne przepisy holenderskie obejmują także użyczenie cyfrowych kopii książek, a nie tylko książek tradycyjnych.

Warto zwrócić uwagę, że skarga VOB dotyczyła sytuacji, gdy użyczenie cyfrowej kopii książki jest dokonywane poprzez umieszczenie tej kopii na serwerze biblioteki publicznej i umożliwia danemu użytkownikowi zwielokrotnienie wspomnianej kopii poprzez pobranie jej na swój własny komputer, przy czym tylko jedna kopia może być pobrana w okresie użyczenia, a po upływie tego okresu użytkownik nie ma już możliwości korzystania z pobranej przez siebie kopii (tzw. model „one copy, one user”).

W pierwszej kolejności Trybunał zauważył, że nie ma przeszkód aby pojęcie „użyczenia” w rozumieniu dyrektywy 2006/115 było interpretowane w stosownym przypadku w ten sposób, że obejmuje ono także niektóre przypadki użyczenia dokonywanego w postaci cyfrowej (pkt 39 i 44 wyroku).

Następnie TSUE zwrócił uwagę, że choć art. 6 ust. 1 dyrektywy 2006/115 należy interpretować ściśle, to jego wykładnia musi pozwolić również na zachowanie skuteczności (effet utile) wprowadzonego tym przepisem odstępstwa dotyczącego użyczenia publicznego. Zdaniem Trybunału, aby ta skuteczność mogła być zachowana, nie można wykluczyć że art. 6 ust. 1 znajdzie zastosowanie także wtedy, gdy czynność wykonywana przez bibliotekę posiada cechy zasadniczo porównywalne do cech użyczania utworów drukowanych.

Trybunał wyraził pogląd, że udostępnianie cyfrowych egzemplarzy w modelu „one copy, one user” posiada cechy porównywalne co do zasady do cech użyczenia utworów drukowanych. Po pierwsze, ograniczenie jednoczesnych możliwości pobrania do jednej kopii oznacza, że zdolność w zakresie użyczenia przez daną bibliotekę nie przekracza zdolności, którą posiadałaby ta biblioteka w odniesieniu do utworu drukowanego, a po drugie, użyczenie to jest dokonywane tylko na ograniczony czas (pkt 53 wyroku).

W konsekwencji przyjął, że pojęcie „użyczenia” w rozumieniu przepisów dyrektywy 2006/115 obejmuje również użyczenie cyfrowej kopii książki w modelu „one copy, one user”.

Druga kwestia, którą rozważał Trybunał dotyczyła tego, czy Państwa Członkowskie mogą uzależniać możliwość stosowania art. 6 ust. 1 dyrektywy 2006/115, od tego czy oddana przez bibliotekę publiczną do dyspozycji cyfrowa kopia książki została wprowadzona do obrotu w drodze pierwszej sprzedaży lub innego pierwszego przeniesienia własności tej kopii w Unii przez podmiot prawa do publicznego rozpowszechniania lub za jego zezwoleniem. Trybunał uznał, że warunek taki jest dopuszczalny.

Trybunał przedstawił również stanowisko zgodnie z którym art. 6 ust. 1 dyrektywy 2006/115 nie może znaleźć zastosowania, jeżeli biblioteka publiczna udostępnia cyfrową kopię książki, która to kopia została uzyskana z nielegalnego źródła. Jednym z celów dyrektywy jest bowiem walka z piractwem, a uznanie że biblioteka może użyczać kopie uzyskane z nielegalnych źródeł byłoby sprzeczne z tym celem i mogłoby prowadzić do powstania nieuzasadnionej szkody po stronie podmiotów praw autorskich.

Warto przy tym zauważyć, że Stowarzyszenie Autorów i Wydawców COPYRIGHT POLSKA odpowiedzialne za wypłatę autorom wynagrodzeń za wypożyczenia publiczne stało dotychczas na stanowisku, że wynagrodzenie to „obejmuje jedynie <<papierowe>> wydania książek. Zgodnie zapisami ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych wynagrodzenie przysługuje tylko za użyczenia egzemplarzy utworów wyrażonych słowem, powstałych lub opublikowanych w języku polskim w formie drukowanej, przez biblioteki publiczne” (https://www.copyrightpolska.pl/pl/3/251/259/FAQ–pytania-i-odpowiedzi). Zobaczymy zatem, czy wyrok Trybunału będzie miał wpływ na praktykę wypłaty wynagrodzeń dla autorów w Polsce.

Linkowanie a prawo autorskie – ciąg dalszy

15 września 2016 [fb_button]

Trybunał Sprawiedliwości UE w wyroku dot. spółki GS Media przyjął, że umieszczenie w witrynie internetowej hiperłącza odsyłającego do utworów chronionych prawem autorskim i opublikowanych bez zezwolenia autora w innej witrynie internetowej nie stanowi „publicznego udostępniania”, gdy osoba, która umieszcza to hiperłącze, działa bez celu zarobkowego i bez wiedzy o niezgodności publikacji tych utworów z prawem. Jeżeli natomiast te hiperłącza są udostępniane w celu zarobkowym, należy domniemywać istnienie wiedzy o bezprawnym charakterze publikacji w innej witrynie internetowej.

Spółka GS Media prowadzi witrynę internetową GeenStijl, w której zawarte są, zgodnie z informacjami wskazanymi w tej witrynie, „nowości, ujawnione skandale i śledztwa dziennikarskie dotyczące interesujących tematów w tonie wesołego żartu” i która jest jedną z dziesięciu najczęściej odwiedzanych witryn z zakresu aktualnych informacji w Niderlandach. W 2011 r. GS Media opublikowała artykuł i zamieściła hiperłącze odsyłające czytelników do australijskiej witryny, w której udostępniono fotografie B.G. Dekker. Fotografie te opublikowano w australijskiej witrynie bez zgody spółki Sanoma, wydawcy miesięcznika Playboy, która posiada prawa autorskie do spornych fotografii. Pomimo wezwań Sanomy GS Media odmówiła usunięcia spornych hiperłączy. Gdy na żądanie Sanomy usunięto fotografie z australijskiej witryny, w witrynie GeenStijl opublikowano nowy artykuł, który także zawierał hiperłącze odsyłające do innej witryny, w której można było zobaczyć sporne fotografie. Z tej ostatniej witryny także usunięto fotografie na żądanie Sanomy. Internauci odwiedzający forum GeenStijl zamieścili następnie nowe linki odsyłające do innych witryn, w których można było zapoznać się z fotografiami.

Zdaniem Sanomy spółka GS Media naruszyła prawo autorskie. W postępowaniu kasacyjnym Hoge Raad der Nederlanden (sąd kasacyjny, Niderlandy) zwrócił się w tej kwestii do Trybunału Sprawiedliwości. Zgodnie z unijną dyrektywą podmiot praw autorskich powinien bowiem udzielić zezwolenia na każdą czynność udostępnienia utworu publiczności1. Jednakże Hoge Raad wskazał, że w Internecie można znaleźć bardzo dużo utworów opublikowanych bez zgody podmiotu praw autorskich. Prowadzący witrynę internetową nie zawsze może łatwo sprawdzić, czy autor udzielił zgody.

W dzisiejszym wyroku Trybunał stwierdził, że zgodnie ze wspomnianą dyrektywą państwa członkowskie powinny zapewnić autorom wyłączne prawo do zezwalania na jakiekolwiek publiczne udostępnianie ich utworów lub też do zabraniania takiego udostępniania. Jednocześnie dyrektywa ta ma na celu utrzymanie właściwej równowagi między, z jednej strony, interesem podmiotów praw autorskich, a z drugiej strony, ochroną interesów i praw podstawowych użytkowników przedmiotów chronionych, w szczególności ochroną ich wolności wypowiedzi i informacji, a także ochroną interesu ogólnego.

Trybunał przypomniał swoje wcześniejsze orzecznictwo, zgodnie z którym pojęcie „publicznego udostępniania” wymaga zindywidualizowanej oceny, która powinna uwzględniać wiele uzupełniających się czynników. Wśród tych czynników w pierwszej kolejności należy w szczególności wymienić zamierzony charakter działania. Użytkownik dokonuje zatem czynności Trybunał uściślił, że jego wcześniejsze orzecznictwo2 dotyczyło jedynie umieszczenia hiperłączy odsyłających do utworów, które zostały swobodnie udostępnione w innej witrynie internetowej za zgodą podmiotu praw autorskich i że z tego orzecznictwa nie można zatem wywodzić, iż umieszczenie takich linków jest co do zasady wyłączone z pojęcia „publicznego udostępniania”, gdy sporne utwory zostały opublikowane w innej witrynie bez zezwolenia podmiotu praw autorskich.

Jeśli chodzi o tę ostatnią sytuację, Trybunał podkreślił jednak, że Internet ma szczególne znaczenie dla wolności wypowiedzi i informacji i że hiperłącza przyczyniają się do prawidłowego funkcjonowania Internetu oraz do wymiany opinii i informacji. Ponadto przyznał, że trudne, w szczególności dla podmiotów indywidualnych, które zamierzają umieścić takie linki, może okazać się sprawdzenie, czy chodzi o utwory chronione, a także w danym przypadku, czy podmioty praw autorskich związanych z tymi utworami zezwoliły na ich publikację w Internecie.

W świetle powyższych okoliczności Trybunał orzekł, że dla celów zindywidualizowanej oceny istnienia „publicznego udostępniania”, należy – gdy umieszczenie hiperłącza odsyłającego do utworu swobodnie dostępnego w innej witrynie internetowej zostało dokonane przez osobę, która, czyniąc to, nie działała w celu zarobkowym – uwzględnić okoliczność, że osoba ta nie wie i nie może racjonalnie wiedzieć, iż ten utwór został opublikowany w Internecie bez zezwolenia podmiotu praw autorskich. Taka osoba nie działa bowiem co do zasady z pełną świadomością skutków swojego zachowania mającego na celu umożliwienie klientom dostępu do utworu bezprawnie opublikowanego w Internecie.

Gdy zostanie natomiast ustalone, że taka osoba wiedziała lub powinna była wiedzieć, iż hiperłącze, które zamieściła, umożliwia dostęp do utworu opublikowanego bezprawnie – na przykład ze względu na fakt, że została o tym uprzedzona przez podmioty praw autorskich – udostępnienie tego linku stanowi „publiczne udostępnianie”. Podobnie jest w sytuacji, gdy ten link umożliwia użytkownikom obejście ograniczeń zastosowanych w witrynie, w której znajduje się utwór chroniony, w celu ograniczenia dostępu publiczności jedynie dla klientów tejże witryny.

Co więcej, gdy umieszczenie hiperłącza zostaje dokonane w celu zarobkowym, można oczekiwać od podmiotu dokonującego takiego umieszczenia, że przeprowadzi on niezbędne weryfikacje, aby upewnić się, że dany utwór nie został opublikowany bezprawnie. W konsekwencji można domniemywać, iż to umieszczenie zostało dokonane z pełną świadomością chronionego charakteru wspomnianego utworu i ewentualnego braku zgody podmiotu praw autorskich na publikację w Internecie. W tych okolicznościach, i jeżeli to wzruszalne domniemanie nie zostanie obalone, czynność polegająca na umieszczeniu hiperłącza odsyłającego do utworu bezprawnie opublikowanego w Internecie stanowi „publiczne udostępnianie”.

W niniejszym wypadku jest bezsporne, że GS Media udostępniła hiperłącza odsyłające do plików ze spornymi fotografiami w celach zarobkowych i że Sanoma nie zezwoliła na publikację tych fotografii w Internecie. Ponadto, ze wskazanego w postanowieniu odsyłającym Hoge Raad przedstawienia okoliczności faktycznych wydaje się wynikać, że GS Media była świadoma bezprawnego charakteru tej publikacji i że nie może ona obalić domniemania, iż umieszczenie tych linków zostało dokonane z pełną świadomością bezprawnego charakteru tej publikacji. A zatem spółka GS Media, umieszczając te linki, dokonała „publicznego udostępnienia”, chyba że Hoge Raad dokona odmiennych ustaleń.

Źródło: Komunikat Prasowy TSUE nr 92/16, 8 września 2016 r.

Dotychczasowe orzeczenia dotyczące linkowania opisywaliśmy tutaj.

Naruszenie praw autorskich a wi-fi

15 września 2016 [fb_button]

Trybunał Sprawiedliwości UE w dzisiejszym wyroku uznał, że podmiot prowadzący sklep, który oferuje bezpłatnie i publicznie sieć Wi-Fi, nie jest odpowiedzialny za dokonane przez użytkowników naruszenia praw autorskich Jednakże takiemu podmiotowi można nakazać zabezpieczenie sieci hasłem w celu przerwania tych naruszeń lub zapobieżenia im.

Tobias Mc Fadden prowadzi sklep ze sprzętem oświetleniowym i nagłaśniającym, w którym oferuje bezpłatnie i publicznie sieć Wi-Fi w celu zwrócenia uwagi potencjalnych klientów na swoje towary i usługi. W 2010 r. utwór muzyczny, do którego prawa autorskie przysługują firmie Sony, został nielegalnie zaoferowany publicznie do pobrania przez tę sieć. W ocenie Landgericht München I (sądu okręgowego Monachium I, Niemcy), rozpoznającego spór między firmą Sony a T. Mc Faddenem, T. Mc Fadden nie naruszył sam odnośnych praw autorskich. Sąd ten zastanawia się jednak nad możliwością uznania T. Mc Faddena za pośrednio odpowiedzialnego za to naruszenie ze względu na brak zabezpieczenia jego sieci Wi-Fi. Mając jednak wątpliwości co do kwestii, czy dyrektywa o handlu elektronicznym1 nie stoi na przeszkodzie takiej odpowiedzialności pośredniej, Landgericht skierował do Trybunału Sprawiedliwości szereg pytań.

Dyrektywa wyklucza bowiem odpowiedzialność usługodawców będących pośrednikami za bezprawną działalność inicjowaną przez osobę trzecią, gdy ich usługa polega na „zwykłym przekazie” informacji. To wyłączenie odpowiedzialności zależy od spełnienia trzech kumulatywnych warunków, mianowicie: 1) usługodawca nie może być inicjatorem przekazu, 2) nie może on wybierać odbiorcy przekazu oraz 3) nie może wybierać ani modyfikować informacji zawartych w przekazie.

W ogłoszonym dzisiaj wyroku Trybunał stwierdził przede wszystkim, że bezpłatne publiczne udostępnianie sieci Wi-Fi w celu zwrócenia uwagi potencjalnych klientów na towary i usługi oferowane w sklepie stanowi „usługę społeczeństwa informacyjnego”, o której mowa w tej dyrektywie.

Następnie Trybunał potwierdził, że w razie gdy wymienione wyżej trzy warunki są spełnione, usługodawca, który tak jak T. Mc Fadden zapewnia dostęp do sieci telekomunikacyjnej, nie ponosi odpowiedzialności. W rezultacie podmiot praw autorskich nie jest uprawniony do żądania od tego usługodawcy odszkodowania na tej podstawie, że sieć została wykorzystana przez osoby trzecie do naruszenia jego praw. Ponieważ takie roszczenie odszkodowawcze nie może zostać uwzględnione, jest również wykluczone, by podmiot praw autorskich mógł żądać zwrotu kosztów wezwania do zaniechania naruszenia lub kosztów sądowych związanych z tym roszczeniem.

Dyrektywa nie stoi natomiast na przeszkodzie temu, by podmiot praw autorskich zażądał od organu lub sądu krajowego nakazania temu usługodawcy przerwania wszelkich dokonywanych przez jego klientów naruszeń praw autorskich lub zapobieżenia takim naruszeniom.

Wreszcie Trybunał stwierdził, że nakaz zabezpieczenia łącza internetowego hasłem może zapewnić równowagę pomiędzy, z jednej strony, prawami własności intelektualnej przysługującymi podmiotom praw autorskich a, z drugiej strony, prawem do wolności prowadzenia działalności gospodarczej przez dostawcę dostępu do sieci telekomunikacyjnej oraz prawem do wolności informacji przysługującym użytkownikom sieci. Trybunał zauważył w szczególności, że środek taki może zniechęcić użytkowników sieci do naruszania praw własności intelektualnej. W tym względzie Trybunał podkreślił jednak, że w celu zapewnienia urzeczywistnienia tego skutku zniechęcającego jest konieczne, by użytkownicy byli zobowiązani ujawnić swoją tożsamość przed uzyskaniem wymaganego hasła, tak aby nie mieli możliwości działania w sposób anonimowy.

Dyrektywa wyklucza natomiast wyraźnie użycie środka mającego na celu nadzorowanie informacji przekazywanych przez daną sieć. Podobnie, środek polegający na zupełnym wyłączeniu łącza internetowego bez rozważenia użycia środków w mniejszym stopniu naruszających wolność prowadzania działalności gospodarczej przez dostawcę tego łącza nie mógłby przyczynić się do pogodzenia wspomnianych, konkurujących ze sobą, praw.

Źródło: Komunikat Prasowy TSUE nr 99/16, 15 września 2016 r.

Jose Mourinho znakiem towarowym?

26 maja 2016 [fb_button]

Od kilku miesięcy w mediach pojawiały się informacje o zainteresowaniu Manchesteru United zatrudnieniem portugalskiego trenera Jose Mourinho, który po zwolnieniu z Chelsea Londyn w grudniu 2015 roku pozostawał bez kontraktu. Sprawa stała się jeszcze głośniejsza, gdy przed kilkoma dniami Manchester oficjalnie poinformował o zwolnieniu dotychczasowego trenera Louisa Van Gaala. Wszystko wskazywało na to, że kwestią godzin pozostaje oficjalne zatrudnienie Mourinho, jednak na przeszkodzie szybkiemu porozumieniu stanęły kwestie związane z prawami własności intelektualnej.

W trakcie prowadzonych negocjacji okazało się bowiem, że w czasie dwóch pobytów Mourinho w Chelsea, klub ten uzyskał również prawa do posługiwania się imieniem i nazwiskiem Portugalczyka w charakterze znaku towarowego.

Klub ze Stamford Bridge uzyskał prawa do kilku oznaczeń, z których część ma zasięg unijny, a część jedynie krajowy (rynek angielski i amerykański). Wśród tych znaków towarowych można znaleźć: słowny unijny znak towarowy “Jose Mourinho” zarejestrowany 18 kwietnia 2006 r., m.in. dla odzieży i akcesoriów sportowych, ale także dla towarów z zupełnie innych sektorów rynku, takich jak zegarki czy biżuteria. Prawa z rejestracji tego znaku uzyskano jeszcze podczas pierwszego pobytu Mourinho w Chelsea, a wygasają one dopiero w 2025 r. Po powrocie Portugalczyka do Londynu, Chelsea w listopadzie 2013 r. zarejestrowała drugi, funkcjonujący równolegle, unijny znak towarowy “Jose Mourinho”. W tym przypadku został on zgłoszony dla towarów takich jak piłki, gry, zabawki, ale też kieliszki i szklanki do whisky. Ochrona tego znaku wygasa w 2023 r.

Prawnicy z Wielkiej Brytanii komentując tę sprawę zwracali uwagę, że sytuacja w której Jose Mourinho nie posiada praw do znaków towarowych składających się z jego nazwiska jest bardzo nietypowa.

Co ciekawe, Chelsea posiadała również graficzny znak towarowy przedstawiający podpis Mourinho, ale wygasł on w styczniu 2016 r.

Unijny znak towarowy daje jego właścicielowi, w tym przypadku Chelsea Londyn, wyłączne prawa, w ramach których może zakazać innym podmiotom:

  1. stosowania oznaczeń identycznych z zarejestrowanym znakiem dla identycznych towarów lub usług dla których znak zarejestrowano,
  2. stosowania oznaczenia, które jest identyczne lub podobne do zarejestrowanego znaku, jeśli jest używane do towarów lub usług, które są identyczne lub podobne do towarów lub usług, dla których znak został zarejestrowany, o ile istnieje prawdopodobieństwo wprowadzenia odbiorców w błąd,
  3. stosowania oznaczenia identycznego lub podobnego do zarejestrowanego znaku w odniesieniu do towarów lub usług, które nie są podobne do tych, dla których zarejestrowano znak towarowy, w przypadku gdy cieszy się on w Unii Europejskiej renomą i odróżniającym charakterem.

Biorąc pod uwagę szeroki zakres towarów, dla których Chelsea zarejestrowała oznaczenia “Jose Mourinho”, w zasadzie niemożliwe byłoby oznaczanie przez Manchester United nazwiskiem Portugalczyka przeznaczonych dla kibiców produktów związanych z klubem. Mogłoby to bowiem stanowić naruszenie praw wyłącznych przysługujących klubowi ze Stamford Bridge.

Powstaje pytanie dlaczego ten problem ujawnił się dopiero teraz, skoro Mourinho po opuszczeniu Chelsea w 2007 r. był trenerem Interu Mediolan (2008-10) i Realu Madryt (2010-13). Kluby te prawdopodobnie porozumiały się z Chelsea i zawarły odpowiednie umowy licencyjne uprawniające je do korzystania z oznaczeń. Najpewniej negocjacje nie były trudne z uwagi na to, że merchandising produktów oznaczanych nazwiskiem trenera był prowadzony na innym rynku niż ten, na którym działał angielski klub. Zupełnie inna sytuacja ma miejsce obecnie, ponieważ nowy i stary klub Mourinho rywalizują w Anglii zarówno pod względem sportowym jak i komercyjnym.

Oczywiście trudno przypuszczać, żeby ta sytuacja ostatecznie przekreśliła zatrudnienie trenera w United (porozumienie powinno zostać osiągnięte jeszcze dziś), jednak z pewnością musi ona zostać uregulowana przed podpisaniem kontraktu. W przypadku zgody Chelsea, kluby mogłyby zawrzeć odpowiednią umowę licencyjną uprawniającą Manchester do oznaczania towarów nazwiskiem nowego trenera lub umowę przenoszącą prawa do znaków towarowych. Oczywiście w obu przypadkach byłby to najpewniej umowy przewidujące uzyskanie przez klub z Londynu odpowiedniego wynagrodzenia. W przypadku braku porozumienia Manchester nie będzie mógł używać nazwiska Jose Mourinho do oznaczania towarów dla których został zgłoszony znak londyńskiego klubu, co dotyczy znacznej części atrakcyjnych z punktu widzenia promocji klubu produktów.

Konsultacje w sprawie nowego prawa pokrewnego dla wydawców i prawa panoramy

23 maja 2016 [fb_button]

Trwają obecnie zarządzone przez Komisję Europejską konsultacje publiczne dotyczące ewentualnych zmian w unijnym prawie autorskim. Komisja przedstawiła do dyskusji dwie kwestie: pozycję wydawców na rynku autorskim oraz możliwość korzystania z chronionych utworów w ramach tzw. prawa panoramy.

Szczególnie interesujące mogą okazać się plany modyfikacji prawa panoramy. Jest to instytucja dozwolonego użytku mająca bardzo istotne znaczenie w praktyce, ponieważ pozwala użytkownikom na korzystanie z utworów wystawionych na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, czy placach. W praktyce przepis ten umożliwia m.in. swobodne fotografowanie przestrzeni publicznej i późniejsze korzystanie z tych fotografii (np. poprzez zamieszczanie w Internecie), nawet jeśli znalazły się na nich np. budynki podlegające ochronie autorskiej. Przepisy poszczególnych państw członkowskich nie są jednak w tym względzie jednolite, a kraje takie jak Włochy, Francja, Belgia, czy Grecja w ogóle nie przewidują możliwości korzystania z chronionych utworów w ramach prawa panoramy. Komisja rozpoczynając konsultacje zasygnalizowała potrzebę ujednolicenia przepisów, co w przypadku gdyby to ujednolicenie miało prowadzić do ograniczenia prawa panoramy, miałoby niebagatelny wpływ na praktykę.

Jeśli zaś chodzi o wydawców, to dyskusja ma się koncentrować wokół nowego, dedykowane im prawa pokrewnego. W ostatnich latach coraz głośniej mówi się o potrzebie zwiększenia zakresu ochrony przysługującej tej grupie podmiotów, a szczególnie wydawcom prasowym. Tego rodzaju prawo pokrewne zostało już wprowadzone w Hiszpanii i Niemczech. Przyjęto tam regulacje zgodnie z którymi wydawcy prasowi mogli pobierać opłaty od podmiotów, które świadczyły usługi polegające na zestawianiu i udostępnianiu linków do artykułów prasowych (tak działa np. Google News). Instytucja taka popularnie jest nazywana “podatkiem od linków” i budzi w praktyce duże kontrowersje. Ostatecznie Google zdecydowało o zamknięciu usługi Google News w Hiszpanii. Obecnie trudno jednak stwierdzić, czy Komisja zmierzać będzie do wprowadzenia na poziomie unijnym regulacji zbliżonych do tych funkcjonujących w Hiszpanii i Niemczech, które mają znaczenie przede wszystkim dla wydawców prasowych, czy też zdecyduje się na wprowadzenie przepisów, których skutki będą szersze i obejmą również innych wydawców.

Polskie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego ogłosiło własne konsultacje w tych sprawach. Stanowiska zarówno co do prawa panoramy jak i praw wydawców można przesyłać Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego – do 31 maja, a Komisji – do 15 czerwca. Na stronie Ministerstwa znajduje się formularz z pytaniami zadanymi przez Komisję.

Linkowanie do pirackich treści nie narusza prawa autorskiego

9 kwietnia 2016 [fb_button]

Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał 7 kwietnia 2016 r. opinię, z której wynika, że linkowanie do stron internetowych zawierających materiały zamieszczony tam bez zezwolenia twórców nie stanowi naruszenia prawa autorskiego (sprawa C‑160/15 GS Media BV). Problematyka ta była przez nas rozważana w tym wpisie.

Sprawa dotyczy sporu pomiędzy Sanomą – wydawcą miesięcznika Playboy, a spółką GS Media. Sanoma zleciła fotografowi C. Hermèsowi sporządzenie fotoreportażu na temat B.G. Dekker. Spółka GS Media na swojej stronie internetowej zamieściła informację zawierającą link odsyłający do australijskiej strony filefactory.com, na której – bez zgody Sanomy – zostały zamieszczone zdjęcia B.G. Dekker wykonane dla czasopisma Playboy i które można było obejrzeć na tej stronie jeszcze zanim ukazały się w czasopiśmie Playboy.

Sanoma uważała, że takie działanie narusza prawo autorskie, jednak pomimo wezwań, spółka GS Media odmówiła usunięcia hiperłącza. Zdjęcia zostały  za to usunięte ze strony filefactory.com. Wobec tego GS Media zamieściła na swojej stronie kolejną informację zawierającą nowy link, tym razem do strony imageshack.us, na której również można było zapoznać się ze zdjęciami. Po otrzymaniu wezwania od Sanomy również portal imageshack.us usunął zdjęcia. Internauci na stronie GS Media umieszczali następnie kolejne linki odsyłające do innych stron, na których można było zobaczyć fotografie.

Sanoma wystąpiła przeciwko GS Media na drogę sądową. Sąd najwyższy Niderlandów postanowił zwrócić się do TSUE z pytaniami mającymi na celu przesądzenie, czy w takiej sytuacji dochodzi do naruszenia praw autorskich.

Spór wpisuje się w problematykę rozważoną w wyroku Svensson (C‑466/12) i postanowieniu BestWater International (C‑348/13), które były przez nas już analizowane, a w których Trybunał stwierdził, że linkowanie do utworów ogólnie dostępnych na innej stronie internetowej nie narusza prawa autorskiego. Sprawy te dotyczyły jednak odsyłania do stron, na których utwory zostały zamieszczone za zezwoleniem uprawnionych. Trybunał nie przesądził zaś, czy dopuszczalne jest linkowanie do stron, na których chronione materiały zostały zamieszczone bezprawnie, gdyż w okolicznościach sprawy nie było to konieczne. Pośrednio można jednak wnioskować, że stanowisko Trybunału w tej kwestii było negatywne.

Sprawa GS Media daje Trybunałowi możliwość przesądzenia, czy dopuszczalne jest jedynie odesłanie do strony na której utwór został zamieszczony za zgodą uprawnionego, czy też jest dopuszczalne niezależnie od tego.

Rzecznik Generalny stanął na stanowisku korzystnym dla internautów. Uznał bowiem, że linkowanie do stron internetowych zawierających materiały zamieszczone tam bez zezwolenia twórców nie stanowi naruszenia prawa autorskiego. Stwierdził on, że jeśli hiperłącza prowadzą (nawet bezpośrednio) do utworów chronionych ogólnie dostępnych na innych stronach, to wówczas linkowanie nie oznacza podania do publicznej wiadomości, a ma na celu jedynie ułatwienie odkrycia przez internautów tych utworów. Zdaniem Rzecznika czynnością służącą rzeczywistemu „podaniu do wiadomości” jest czynność dokonana przez osobę, która dokonała pierwotnego udostępnienia.

Działanie podmiotu zamieszczającego hiperłącze – tak jak czyniła to spółka GS Media – nie jest niezbędne dla podawania analizowanych fotografii do wiadomości internautów, a w ocenie Rzecznika, aby stwierdzić czynność udostępniania, dla skorzystania z utworów musi być niezbędny lub nieunikniony udział osoby umieszczającej hiperłącza.

Co ciekawe Rzecznik podkreślił, że oceny takiej nie zmienia okoliczność, że spółka GS Media wiedziała o bezprawnym charakterze zamieszczenia fotografii na stronach do których odsyłała, czyli filefactory.com i imageshack.us, a umieszczenie przez spółkę hiperłączy do tych stron odbyło się „z rażącą pogardą dla praw autorskich”. Z uzasadnienia opinii wynika, że „wobec braku czynności publicznego udostępniania w rozumieniu art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29 motywy działania spółki GS Media i fakt, iż spółka ta wiedziała lub powinna była wiedzieć, że pierwotne udostępnienie analizowanych fotografii na tych innych stronach nie było przedmiotem zezwolenia ze strony spółki Sanoma lub też że te fotografie nie zostały podane do publicznej wiadomości za zgodą tej ostatniej spółki, nie ma znaczenia w kontekście tego przepisu.”

W uzasadnieniu opinii zauważono również, że zamieszczanie przez internautów linków jest działaniem niezbędnym w realiach obecnego Internetu. Jego użytkownicy zaś co do zasady „nie wiedzą, czy pierwotne publiczne udostępnienie utworu chronionego ogólnie dostępnego w Internecie zostało dokonane z zezwoleniem, czy też bez zezwolenia podmiotu praw autorskich, i nie dysponują środkami dla zweryfikowania tej kwestii”. Rzecznik zauważył, że obciążenie internautów ryzykiem powództw z tytułu naruszenia praw autorskich w wyniku zamieszczania linków do utworów ogólnie dostępnych na innych stronach internetowych, mogłoby spowodować szkody dla prawidłowego funkcjonowania i architektury Internetu oraz rozwoju społeczeństwa informacyjnego.

Stanowisko Rzecznika jest bardzo korzystne z punktu widzenia internautów. Jeśli zostanie ono podzielone przez Trybunał, ryzyko związane z naruszeniem praw autorskich na skutek zamieszczania linków zostanie w znacznej mierze ograniczone.

Odpowiedzialność w związku z niezabezpieczeniem sieci Wi-Fi

17 marca 2016 [fb_button]

Rzecznik Generalny prof. Maciej Szpunar wydał opinię dotyczącą odpowiedzialności przedsiębiorców, którzy udostępniają publicznie sieć Wi-Fi za naruszenia praw autorskich dokonane przez użytkowników takiej sieci (sprawa Mc Fadden C-484/14).

Sprawa dotyczyła Tobiasa Mc Faddena – właściciela jednego ze sklepów na terenie Niemiec, który udostępniał klientom niezabezpieczoną hasłem sieć Wi-Fi. Za pośrednictwem tej sieci we wrześniu 2010 r. został bezprawnie udostępniony do pobierania utwór muzyczny, do którego prawa przysługiwały Sony Music. Producent wniósł do sądu w Monachium pozew o zaniechanie naruszenia praw  i odszkodowanie. Sąd krajowy nie uznał przedsiębiorcy za odpowiedzialnego bezpośrednio za naruszenie (nie on bowiem udostępnił plik), rozważał jednak jego odpowiedzialność pośrednią z uwagi na brak zabezpieczenia sieci. Ta kwestia stała się ostatecznie przedmiotem zapytania do TSUE.

Rzecznik Generalny opiniujący w sprawie przyjął, że ograniczenia odpowiedzialności usługodawców zawarte w dyrektywie 2000/31/WE o handlu elektronicznym mają zastosowanie również do podmiotów takich jak Mc Fadden, tj. do osób będących akcesoryjnie wobec swojej działalności gospodarczej operatorem publicznej i bezpłatnej lokalnej sieci bezprzewodowej z dostępem do Internetu, nawet jeśli nie określają się oni jako usługodawcy w zakresie świadczenia dostępu do sieci. W rezultacie w ocenie Rzecznika przepisy Dyrektywy stoją na przeszkodzie zasądzeniu od podmiotu udostępniającego sieć odszkodowania w związku z naruszeniem prawa autorskiego lub praw pokrewnych popełnionym przez osobę trzecią w odniesieniu do „przekazywanych informacji”, tj. zamieszczonych plików.

Wykluczono także możliwość żądania od takiego usługodawcy przez „właścicieli” praw autorskich blokowania łącza internetowego, zabezpieczenia go hasłem lub kontrolowania całej komunikacji przekazywanej przez łącze pod kątem tego, czy określony utwór chroniony prawem autorskim nie jest ponownie bezprawnie przekazywany. Rzecznik argumentował, że „szerokie stosowanie obowiązku zabezpieczenia sieci Wi‑Fi, jako metoda ochrony prawa autorskiego w Internecie, mogłoby mieć niekorzystne skutki dla społeczeństwa jako całości, które mogłyby przewyższyć jego potencjalne korzyści dla podmiotów tych praw.”

Opinia Rzecznika nie wiąże jednak Trybunału, który może przyjąć odmienną interpretację przepisów.