linkowanie do pirackich materiałów

Linkowanie do pirackich materiałów

10 stycznia 2017 Autor: P. Markiewicz & K. Wątrobiński

W jednym z naszych artykułów zajmowaliśmy się już dopuszczalnością linkowania z punktu widzenia przepisów prawa. Nie była jednak jeszcze wówczas przesądzona kwestia linkowania do „pirackich” materiałów. Sytuacja zmieniła się po wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie GS Media BV.

Linkowanie do legalnych treści

Zanim jednak przejdziemy do tego orzeczenia, przypomnijmy, że w wyroku w sprawie Svensson z 13 lutego 2014 r. (C-466/12), Trybunał wyraził pewną kontrowersyjną tezę. Zgodnie z nią, co do zasady, udostępnianie linków do utworów chronionych, należy uznać za publiczne udostępnienie. W konsekwencji oznacza to, że przy linkowaniu mamy do czynienia z eksploatacją utworu wymagającą zgody uprawnionego. Ostatecznie przyjęto jednak, że inaczej powinna zostać oceniona sytuacja, w której linki dotyczą utworów zamieszczonych na ogólnodostępnej stronie internetowej. W takim przypadku – w ocenie TSUE – nie można mówić, że linkowanie stanowi publiczne udostępnienie utworu, ponieważ nie zostaje spełniony warunek udostępniania utworu „nowej publiczności”.

Linkowanie do treści pirackich

Wyrok dotyczył jednak wyłącznie przypadków linkowania do materiałów zamieszczonych w Internecie w sposób legalny. Nie rozstrzygnięto co w sytuacji, gdy użytkownik odsyła do materiału „pirackiego” tzn. zamieszczonego na stronie bez zgody twórcy. Wątpliwości te Trybunał Sprawiedliwości wyjaśnił dopiero w wyroku z 8 września 2016 r. wydanym w sprawie GS Media BV (C‑160/15).

Sprawa dotyczyła sporu pomiędzy spółką Sanoma – wydawcą miesięcznika Playboy a spółką GS Media – prowadzącą bardzo popularną w Holandii stronę internetową. Na tej stronie w 2011 r. został opublikowany artykuł na temat holenderskiej prezenterki Britt Dekker. Artykuł zawierał również link odsyłający czytelników do australijskiej witryny Filefactory, w której udostępniono fotografie Britt Dekker, jeszcze zanim te zostały opublikowane w magazynie Playboy. Prawa autorskie do zdjęć posiadał wydawca magazynu, a fotografie zamieszczono na stronie Filefactory bez jego zgody. W związku z tym Sanoma twierdziła, że spółka GS Media zamieszczając hiperłącze naruszyła prawo autorskie.

Trybunał rozpatrując tę sprawę wskazał, że pogląd wyrażony w sprawie Svensson o braku publicznego udostępnienia w przypadku linkowania do utworu swobodnie dostępnego na innej stronie internetowej, nie znajduje zastosowania, jeżeli utwór został zamieszczony na tej stronie bez zgody uprawnionego.

Zdaniem Trybunału ocena, czy w konkretnym przypadku linkowania do pirackich treści, mamy do czynienia z publicznym udostępnieniem (a w konsekwencji czy linkowanie do takich materiałów narusza prawo autorskie) zależy od kilku czynników. Przede wszystkim należy rozstrzygnąć, czy osoba zamieszczająca hiperłącze działa w celu zarobkowym czy też nie.

Jeżeli przyjmiemy, że osoba ta nie działa w celu zarobkowym, to w drugiej kolejności należy ocenić, czy wie lub może racjonalnie wiedzieć, iż ten utwór został opublikowany w Internecie bez zezwolenia podmiotu praw autorskich. Jeśli odpowiedź na to pytanie jest negatywna, to mimo zamieszczenia linku do pirackich materiałów nie dojdzie do publicznego udostępnienia i naruszenia praw autorskich. Jeśli jednak zostanie ustalone, że taka osoba wiedziała lub powinna była wiedzieć, iż link umożliwia dostęp do utworu opublikowanego bezprawnie w Internecie, należy stwierdzić, że jego zamieszczenie stanowi publiczne udostępnianie w rozumieniu art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29.

Oczywiście ustalenie, czy dana osoba w konkretnym przypadku wiedziała lub mogła wiedzieć o bezprawnym opublikowaniu utworu na stronie do której odsyła może być bardzo trudne. W przypadkach linkowania do stron o wątpliwej reputacji, ciężar dowodu na okoliczność braku wiedzy może jednak w praktyce zostać przerzucony na użytkownika. Może on mieć wówczas problem z wykazaniem, że nie wiedział i nie mógł racjonalnie wiedzieć, o tym że utwór na danej stronie został opublikowany bezprawnie.

Jeśli zaś zostanie ustalone, że osoba zamieszczająca hiperłącze działała w celu zarobkowym, to (zdaniem Trybunału) można domniemywać, iż to umieszczenie zostało dokonane z pełną świadomością chronionego charakteru utworu i ewentualnego braku zgody podmiotu praw autorskich na publikację w Internecie. Jeśli to domniemanie nie zostanie obalone, to czynność polegająca na umieszczeniu hiperłącza odsyłającego do utworu bezprawnie opublikowanego w sieci stanowi publiczne udostępnianie w rozumieniu art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29, z czym może wiązać się naruszenie praw autorskich.

Zdaniem Trybunału od podmiotów działających w Internecie w celach zarobkowych można oczekiwać przeprowadzenia weryfikacji, czy dany utwór nie został w witrynie opublikowany bezprawnie.

Domniemanie, o którym mowa wyżej jest, jak już zasygnalizowano, wzruszalne, a zatem w przypadku ewentualnego sporu można oczywiście próbować je obalić. Jednym ze sposobów może być próba wykazania, że link odsyłał do strony na której w przeważającej mierze znajdują się materiały nienaruszające praw autorskich, a zatem osoba zamieszczająca link nie miała podstaw do przypuszczania, że w tym przypadku jest inaczej. Jednak już w przypadku linkowania do stron na których często zamieszczane są utwory bez zgody twórców (jak chociażby serwis YouTube), takie twierdzenia mogłyby okazać się niewystarczające do obalenia domniemania.

Naruszyciel czy pomocnik?

Orzeczenia w sprawie Svenson oraz GS Media realizują zgniły kompromis między swobodą linkowania a ochroną praw. Zastrzeżenia budzi przy tym ich uzasadnienie. Po pierwsze chodzi o dyskusyjną tezę, że linkowanie jest formą eksploatacji autorskiej, a po drugie o zastosowanie kryterium „nowej publiczności”, które nie ma oparcia w europejskim ustawodawstwie.

Zwróćmy uwagę, że w przypadku polskiego prawa zbliżoną ocenę legalności linkowania można uzyskać stosując znacznie bardziej przekonującą konstrukcję prawną od tej proponowanej przez TSUE. Jeżeli zaprzeczymy, że linkowanie stanowi eksploatację autorską (a jesteśmy zdecydowanie zwolennikami takiej interpretacji), to linkujący i tak może (w pewnych okolicznościach) ponosić odpowiedzialność związaną z naruszeniem praw autorskich jako pomocnik, zwany często naruszycielem pośrednim.

Odpowiedzialność taka nie wystąpi oczywiście w przypadku linkowania do materiału legalnie zamieszczonego. Jeśli jednak użytkownik zalinkuje do materiału pirackiego, to takie odesłanie może być kwalifikowane jako pomocnictwo do naruszenia praw autorskich. Samo naruszenie jest oczywiście dokonywane przez osobę zamieszczającą materiał w sieci. Warunkiem ponoszenia odpowiedzialności przez osoby linkującej (pomocnika) jest jednak zawinione działanie.

Wydaje się, że powyższa konstrukcja, choć znacząco różni się od podejścia proponowanego przez TSUE, to pozwala na dokonanie podobnej oceny legalności linkowania, a przy tym jest bardziej dopasowana do polskich regulacji.

Tags: , , , ,